Archiwum autora: agagroman

MOTOSERCE:-)

Piękny weekend mieliście? Bo my bardzo:-)

W sobotę poszliśmy na imprezę na rynku organizowaną przez motocyklistów. Bylismy pełni podziwu dla organizatorów. Za naprawdę super organizację, bądż co bądż, masowej imprezy. Przyznaję się,  krwi nie oddaliśmy – ale na przyszły rok pójdziemy już przygotowani. Obiecujemy i polecamy:-)

Alka, jak zwykle, zajmowało wszystko: gołębie, pusta fontanna, żółte bratki w rabacie, pan robiący zdjęcia, dwumiesięczne bliżniaki w czerwonym wózku, ale rownież motocykle.

Te nowe:

i te stare:

i samochody:

te zupełnie świeżutkie:

 i te po przejściach (na przejściach?):

faaajny był dzień

Potem, z czystym sumieniem, oddaliśmy umęczone (bardzo chwilowo, jak się później okazało) dziecko w ręce Dziadków, żeby pomogło ogarnąć ogród (dobry jest w te klocki) a sami udaliśmy sie świętować. A było co:-) Guga – jeszcze raz życzymy spełnienia marzeń i na czas otwieranych “okien”!

A w niedzielę pojechaliśmy do parku linowego w Doktorcach – POLECAM!!! http://doktorce.com/index.html Pękalismy z dumy – Alek przeszedł cały tor! ten o najniższym stopniu trudności – jednak i tak zawieszony 2 metry nad ziemią. Zdjęcia robiłam niestety komórką. Niestety tym bardziej, ze nie wiem jak je tu wrzucić :-/ Pomyślę o tym jutro.


Przedwiośnie

Wiosna to nas wcale nie rozpieszcza. Ostatni miesiąc był szary, bury i ponury. Nawet kilka razy skrobałam szyby o 7:15 rano :-/.   Alek skończył cztery lata i uparcie twierdzi, że ma sześć, na prośby żeby coś zrobił odpowiada “zaraz” (a myślałam, że nastąpi to później), za to bardzo chce pomagać akurat wtedy kiedy muszę coś zrobić szybko, albo w miarę czysto. Nauczył się pisać i troche już czyta, chociaż na logikę  powinno się to odbyć w odwrotnej kolejności. Wakacje Alek planuje spędzić w Grecji, ale już zaraz,  a na pytanie, kto na te wakacje zarobi, odpowiada “tata, przecież to oczywiste”. Tak samo oczywiste jak to, że po piątku następuje szóstek.


44 na torcie…

nie moje jeszcze póki co:-)

 BTW Alek jest fanem krawatów. Po każdej takiej imprezie muszę kłamać, że zaniosłam krawat do pralni żeby Alek nie chodzil w nim do przedszkola. I tak nam tam wiele wybaczają;-)


Archiwizująco

Podobno ludzie robiący zdjęcia dzielą się na tych co archiwizuja i będą archiwizować.

Chciałam w końcu zaliczyć sie do tej pierwszej grupy.

No i znalazłam zdjęcia z wakacji. Tu akurat nad Supraślanką.


Szczęśliwego :-)

Spóźnione ale szczere:

Szczęśliwego Nowego Roku 2012:-)

My ostatnio byliśmy trochę zarobieni. 

Końcówka roku dała nam w kość, ale wychodzimy na prostą. Większość spraw została zamknięta z końcem 2011, jak się okazało, szczęśliwie (Alek nie ma jednak mukowiscydozy:-)) a część pewnie zamknie się z końcem stycznia. Zapewne pojawią się nowe, ale póki co jest światlo w tunelu. I nie jest to światło nadjeżdżającego pociągu:-)

 


“mamo, czy Grecja to taka mała dziewczynka?” cd

Dużą atrakcją okazało się, odległe o kilkanaście kilometrów od hotelu,  oceanarium.

Oceanarium było położone tuz nad piaszczysta plażą. I tu, bez zbędnego opisywania, można zobaczyć za co nie pokochaliśmy Krety…

tu Alek na kawałku plaży, sprzątniej przez nas z plastikowych kubków, kiepów i papierków po lodach:

a tu widok po obróceniu sie o 90 stopni w prawo i 90 stopni w lewo… na prawo syf, na lewo syf, a dołem morze zmyje…


Mamo czy Grecja to taka mała dziewczynka?

“mamo, czy Grecja to taka mała dziewczynka? Chciałbym ją poznać”. Powiedziało dziecko gdy usłyszało o naszych planach wakacyjnych. Właściwie czemu nie? Można poznać. Kretę.

Już na rozleniwionym lotnisku w Heraklionie wprowadziliśmy odrobinę zamieszania. Gdy schyliłam się zawiązać sznurówkę w trampku (krótkim, nie żadne 36dziurkowe pod samo kolano) Alek w przelocie zdążył wyłączyć taśmociąg z bagażami. Trochę to trwało zanim obsłudze udało sie odnaleść właściwy przycisk i ponownie uruchomić taśmociąg, przez co cała zawartość czarterowego samolotu Itaki wyległa na parking o jakieś 40 minut  później. W hotelu już było tylko lepiej, bo na przykład czemu, biegnąc samodzielnie do kelnera po „łan apel dżus pliiz”, nie wrzucić czarnej bili do uzy panu który leniwie gra w bilard? No czemuż?

W Krecie się nie zakochaliśmy. Bo co z tego, że okolice hotelu, w postaci dwóch jeszcze bardziej luksusowych hoteli, były piękne i bajkowe. Jak za winklem znajdowaliśmy, nie to zdecydowanie złe słowo, rzucały sie w oczy, tuziny zdezelowanych i korodujących samochodów (najczęściej niemałych Mitsubishi l200 w wersji prototypowej jak mniemam), plastikowych butelek i puszek na których już nie dało sie  odczytać napisów.

Nie zdecydowaliśmy sie na wycieczki promem w extra malownicze i turystyczne miejsca Krety. W obawie przed przebywaniem z Alkiem na małej powierzchni promu i w obawie przed rozczarowaniem, jakim skończyłoby się przedzieranie przez tlumy turystów i śmieci. Wynajelismy samochód i pojechaliśmy przed siebie. Niestety, piękny i dziewiczy Płaskowyż Lasithi w bardzo nikłej części wygladał jak ten znany z pocztówek. Płócienne wiatraki, które niegdyś pokrywały całe pola i były niedłącznym elementem krajobrazu, widzieliśmy może cztery, po pozostałych zostały smętne, zapomniene resztki. Przygnebiające. W zasadzie atrakcja samą w sobie była droga przez płaskowyż i roztaczające się wokół piękne widoki.

Za to hotel… Hotel jest godny polecenia. Jak juz M. stwierdził “no nie mam się do czego przyczepić”. Czysty, rozległy, z piękną plażą i z basenami gdzie zawsze były miejsca, a za ręczniki i leżaki nie trzeba było płacić. W ramach all inclusive większość znanych mi alkoholi w tym mój ukochany Baileys (uh, jak na słońcu szybko uderza do głowy, ale w sumie nie każdy jest patologiczną matką pijącą baylejsa od samego południa). Jedzenie genialne, w ilościach przekraczających możliwości skosztowania wszystkiego, część np sushi, robiona była w trakcie kolacji. Przy  tzw snack barze, znajdowała sie restauracja dziecięca, otwarta aż do kolacji i naliczyłam w niej, jednego dnia, 16 potraw przygotowanych pod kątem dzieci. Alek i tak żywił sie głównie frytkami, na szczęście robionymi w hotelowej kuchni z prawdziwych ziemniaków, i makaronem spaghetti bez absolutnie żadnych dodatków. W końcu też miał urlop.  I ważne, że obsługa też była nienachalnie miła, przyjazna i gotowa do pomocy.

http://www.itaka.pl/wczasy/grecja/kreta/hotel_aldemar_knossos_royal_903.php


Reklamocka

Byliśmy w piątek na Nocy Reklamożerców. Zaskakujące, że jak lecą reklamy w telewizji to idę zrobić sobie herbatę… a tu kilka godzin reklam w kinie… Była cała masa rewelacyjnych reklam ze świata i np. okazało się, że można zrobić genialną reklmę proszku do prania, gdzie nie pierze sie połowy bluzki albo skarpetki zawiązanej w supeł, jak to zazwyczaj robią gospodynie domowe. I polecam poszukać reklam Greenpeace, nigdy ich wcześniej nie widziałam a są piękne. Pokazano  też kilka reklam stworzonych od początku do końca w Białymstoku:-) Można ;-)  Zobaczcie niżej linki do tych białostockich:

http://www.youtube.com/watch?v=C3TnXzrOJDQ&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=-8aeS9xRytM&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=l2OpzArD-vc&feature=related


co robiliście dziś w przedszkolu?

ja: Alek, a co robiliście dziś w przedszkolu?

A: pisaliśmy literki.

ja: A czym pisaliście?

A (rysując w powietrzu literkę A): Kredą. o tak “aaaa”

ja: Suuuper, a co było potem?

A: literka beee

ja: świetnieeee, a co robiliście później?

A: rysowaliśmy literkę Ceee.

Ja (o nie, nie dam się tak łatwo): a jak już narysowaliście ZET, to co było potem?

Alek: jeszcze było ŻET.


tylko jeden weekend na suwalszczyźnie

tego lata :-( . Cóż ani pogoda ani ilość wolnych weekendów nie dopisały.

Tak czy inaczej wykorzystaliśmy ten weekend maksymalnie i zdążylismy zaliczyć całą masę przyjemności :-)

Było oczywiście pływanie (im jestem starsza tym woda w jeziorach zimniejsza – też tak macie?)

budowanie pomostu, łódki z kory, zamku i innych mało trwałych konstrukcji

 

Były też poziomki i tatuaże z jaskółczego ziela

do mistrzostwa zostało doprowadzone chodzenie po drzewach,

 

 przejechalismy się również wigierską kolejka wąskotorową podjadając lokalne soczewiaki z sosem czosnkowym

Nocowaliśmy w Gościńcu Kukle http://kukle.net/ Mogę polecić, obsługa zyczliwa, pokoje odnowione, jedzenie świeże i smaczne a okolica piękna.


Wierszyk?! Dla mnie????

Ostatnio Alek jadąc po ruchomych schodach w galerii handlowej odwrócił sie nagle:

Mamo, mamo, wymyśliłem Ci wierszyk!!!

 

“Jest słoń duży,

I jest słoń mały,

i taka jest różnica,

 że słonie są różne”

 

Niezły jest, co?


Hanka, Wiki i prawie Noc Kupały

-Hania, a Ty masz już jakąś przyjaciółkę?

- TAAAK!!! Mam! Wiktorię!

- To ja! To ja!- podskakuje z radości Wiktoria.

No właśnie. Pozazdrościć takich przyjaźni, co aż chce się podskakiwać. Moje zostały 800 km stąd. Ale póki co trwają więc też mogę poskakać:-)

 


lingwistyka stosowana

Alek (3,5) ma manię liczenia. A żeby nie było nudno, liczy po polsku, po angielsku i aktualnie próbuje po rosyjsku.

Alek: sorok siem, sorok wosiem, sorok dziewiat…. Mama, a jak jest pięćdziesiąt po rosyjsku?

Ja: Nie wiem synku.

A: to musisz wejść na stronę wuwuwu sorok dziewiat peel i sprawdzić.


w zaroślach

Wydawałoby się, że jeszcze niedawno to my z Izuń biegałyśmy po supraskich zaroślach, pokrzywach, katakumbach i bagienkach i to ja rozpaczałam z powodu poobdzieranych kolan a Izuń z powodu pogryzień komarów gigantów. A tu nieodwołalnie zamykaja się pewne etapy i w fazę eksploracji wkracza kolejne pokolenie.

 


Babeczki z truskawkami

pieczemy bez mąki pszennej. Przygotowanie zajmuje jakiś kwadrans. Nawet z pomocą;-)  Szczerze polecam wszystkim bezpszenicznym.

składniki:

3 jajka

szklanka cukru

szklanka śmietany

2 szklanki mąki żytniej chlebowej

1,5 łyżeczki proszku do pieczenia.

truskawki

Jajka ucieramy z cukrem na puszystą białą masę. Dodajemy śmietanę, po chwili mąkę z proszkiem do pieczenia. Łyżką rozkładamy ciasto do muffinkowych foremek (ja używam sztywnych papierowych w których można piec a nie trzeba ich smarować tłuszczem więc polecam – przyspiesza przygotowanie). Do każdej foremki wrzucamy truskawkę, albo dwie, albo nawet trzy. I tak ciasto wyrośnie.

Wkładamy do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika i pieczemy około kwadransa. Potem zmniejszamy temperaturę do 180 i pieczemy jeszcze około 10 minut. Przepis tworzyłam wczoraj samodzielnie i podejrzewam, że można piec tylko w 180 stopniach, ja po prostu dopiero po kwadransie zauważyłam, że ustawiłam tak wysoką temperaturę.

Smacznego:-)))


Ogrodowo

 


nauka manier:-)))

Alek: Mamo, mamo, chcę miśki-żelki. Żelki-miśki chcę.

ja: A magiczne słowo na pe?

Alek: NA PEWNO!:-)


Dzień Matki:-)

Dziś Dzień Matki więc oprócz wierszyków laurek i całusów mam prawo mieć listę życzeń??? Mam prawo. Mam. I listę też mam.

I chciałabym aby:

1. nie było w moim domu kurzu, brudnych kubków ani obiadowych  żądań, gdy wracam po 6-tej z siatą zakupów i dzieckiem, które jest co najmniej piętro za mną bo: musi usiąść na każdym stopniu/ śpiewać na każdym pietrze/ stać pod dwójka i wołać, że tu mieszka Misza tyle razy aż co najmniej trzy razy usłyszy „tak, tu mieszka Misza”/ liczyć wszystkie dziurki w siatkowanej poręczy/ oglądać z odległości dwóch centymetrów dwa kolejne schodki, grając w „znajdź różnicę” etc;

2. pranie wysychało tak szybko jak szybko jest potrzeba powieszenia kolejnego;

3. nie chodzić na rozmowy do dyrektorki przedszkola w sprawie kup mojego dziecka, które to kupy są robione wyłącznie w majtki (dlaczego? „bo tak chciałem”), w ogóle chciałabym zamknąć temat kup definitywnie, czyli w sedesie;

4. kalorie szły w cycki (BTW uwielbiam cytat z „Jak się pozbyć cellulitu”- gdyby Bóg była kobietą nie istaniałyby te suki kalorie)

5. nie wyglądać po południu jakby grawitacja działała 10-krotnie bardziej na moją twarz niż na resztę kuli ziemskiej

Lista byłaby dłuższa ale nie-mam-siły-na-myślenie (zreszta zdarza mi się myśleć coraz rzadziej, takie mam wrażenie), nieistotne to zresztą bo mam FANTASTYCZNEGO Dziecia w domu, siedzącego aktualnie przed telewizorem i jedzącego żelki (czy już Wam pisałam, że od dawna noszę się z zamiarem założenia portalu wuwuwu.wyrodna-matka.peel????).

Muszę iść bo dzieć jest na etapie “ej bi si di i ef dżi” i zaraz będzie „mamo mamo jak jest yyyy?”.

Uściski dla wszystkich którzy planowali dziś świętowaćJ


w przelocie

w przelocie, między tysiącem innych ważnych spraw, bywam obsypywana kwiatami:-)

BTW, dzisiaj byłam świadkiem pięknej sceny, która natchnęła mnie, jakże prostą refleksją, że facet po prostu rodzi sie facetem i możemy sobie robić co chcemy, żeby ich na ludzi ukształtować…

W ogródku w Łukaszówce na jednej huśtawce huśtała się siedmiolatka w pieknej białej sukience , na drugiej huśtawce siedmiolatek w garniturku.

Siedmiolatka, rozmarzonym głosem: a pamięęętasz taaamtą romantyyyyczną chwilęęę?

Siedmiolatek, wiadomo jakim głosem: chciałbym zapomnieć.


Park linowy zdobyty:-)

 


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.